Suchar

Przemyślenia    9 Czerwiec 2009 8:17

W pościgu można stać na 3 miejscach: gonionego, goniącego albo… obserwatora. W świecie który nas otacza bycie obserwatorem nie zawsze się opłaca, a koleje losu mogą nas osadzić w roli goniącego. Jakie są cele goniącego? Różne. Ale wszystkie one znaleźć mogą swoje spełnienie w dogonieniu uciekiniera. A co jeżeli uciekinier biegł i będzie biegł dalej wciąż tak samo szybko? Może czas zrezygnować z gonitwy i zastanowić się nad jej sensem?

Ponieważ akurat niedawno były wybory do PE naszła mnie pewna refleksja.

Kiedy są wybory, wszystkie media po ciszy wyborczej podają sondaże, przewidywania związane z ich wyborem. Wiadomo, że zliczenie głosów trochę trwa. Do tego czasu instytuty badania opinii publicznej rozstawiają po lokalach wyborczych swoich ludzi, którzy pytają się wyborców jak głosowali. W konsekwencji szybciej niż komisje wyborcze mamy podane szacunkowe wyniki wyborów. A kiedy pojawią się oficjalne wyniki? Nikogo już one nie interesują…

Kiedy informacja jest ważna? Czy kiedy dotyczy kogoś kogo znamy, albo czegoś co kojarzymy? A może informacja jest ważna, kiedy jej treść donosi o czymś istotnym?

W 2006 roku nastąpił w naszym kraju hype na podcasty. Wszystkie  możliwe media podchwyciły temat, żeby rozwodzić się nad fenomenem jakim są coraz to nowe podcasty pojawiające się w sieci. 3 lata później nie mamy w Polsce nawet 300 podcastów…

Kiedyś wydarzeniem było stworzenie czegoś. Naukowiec zakładał pelerynę i próbował polecieć z Wieży Eiffla ku radosze, a później przerażeniu zgromadzonego gremium natury pospolitej.

Kiedy następna osoba próbowała zrobić to samo, zauważyła, że samo poinformowanie o skoku, który może skończyć się śmiercią przyciąga uwagę. Coraz to nowe osoby donosiły o odkryciu peleryny, która pozwoli im latać. Ku uciesze dziennikarzy i fotoreporterów (o, tak, fotoreporterzy na przykuckach z obiektywami skierowanymi ku chmurom) niedoszli naukowcy – innowatorzy skakali z chwiejnych i ryzykownych taboretów na kryjącą wiele niebezpieczeństw warstwę trawy czychającą tuż pod ich nogami.

Skok… lądowanie… no cóż, nie udało się… do następnego razu, panowie dziennikarze!

Po gorączce spowodowanej takimi wydarzeniami już wystarczyło, żeby ktoś ogłosił wolicjonalnie, że chce skoczyć, a skupienie uwagi mediów otoczyło go niczym światło z wielkich wojskowych reflektorów używanych kiedyś do śledzenia samolotów na niebie.

Oglądając czarno białe filmy, nagrane w czasach gdy kamery same w sobie były wynalazkiem, odnoszę wrażenie, że ludzie na nich występujący patrzą się to na nagrywany eksperyment naukowy, to na kamerzystę – jakby czekali na wyjaśnienie, czemu kolejna próba skoku z taboretu jest aż tak ważna żeby ją nagrywać i dzielić ze światem?

Czy dlatego, że czekamy aż ktoś poleci? Czy może aż upadnie? W naszych czasach nie liczy się to, że ktoś poleci, ani że upadnie. Nawet nie liczy się to, że spróbuje, bo i takich osób jest coraz mniej. Dlatego już nawet wyrażenie chęci spróbowania staje się wartością informacyjną.

A co dla prawdziwych skoczków? Prawdziwi skoczkowie przecież powinni robić to dla siebie, a nie dla sławy.

Ale czytałem, że ktoś już chciał skoczyć, a to znaczy, że pewnie już to zrobił i udało mu się udało polecieć, bo pewnie jakby spadł to wszyscy by o tym pisali…

Przygotowałem dla Ciebie wpisy:

Dodaj do Sfory | Dodaj do Wykopu | Dodaj do Osnews


Brak komentarzy »

Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu. TrackBack URI

Dodaj komentarz

XHTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


Programming Blogs - BlogCatalog Blog Directory
WordPress, Pool Theme - Borja Fernandez - mod