Status to styl życia
Pewne zjawiska lepiej obserwować w ich naturalnym środowisku. Jednym z nich jest nakręcana marketingowo Twittero-mania. Warto się jej przyjrzeć, zanim oko opinii publicznej zwróci się ku innemu, równie nośnemu medialnie medium. Zapraszam do krótkiej refleksji pt. “Czemu 140 znaków wystarczy”.
Kiedy założyłem konto na Pingerze miałem ochotę umieszczać tam krótkie teksty, dla których nie warto było pisać posta na blogu. Robię tak nadal. Jest to więc dla mnie miejsce zrzutu myśli, cytatów, linków, przemyśleń, a nadto inspirujące miejsce do dyskusji z innymi ludźmi.
Twitter jest inny. Nawet inny niż nasz rodzimy Blip czy Flaker.
Ma ogromny limit długości tekstu: 140 znaków. Przez wielu postrzegany jako niepotrzebne ograniczenie. Ale czy na pewno?
W końcu wielkie startupy naszych czasów nie sprzedają funkcji, ale styl życia i ograniczenia. Przykładem takiego serwisu jest Nasza Klasa. Umiejętnie dobrane ograniczenia spowodowały, że mogły pokochać ten serwis miliony, a nie tylko grupka wytrwałych komputerowych dziwaków.
Do ery Naszej Klasy w życiu nie umieściłbym w sieci swoich prawdziwych danych. Ale nagle wszyscy znajomi wokoło nie dość, że zaczęli tak robić, to jeszcze umieszczali zdjęcia, na których obejmują swoje partnerki życiowe, albo zdjęcia swoich pociech, które pewnie za parę lat jak dorosną poproszą o ich usunięcie. W konsekwencji Nasza Klasa dała ludziom nie przesiadującym 8h dziennie przed komputerem coś czego nie mieli – dzielenie się wspomnieniami szkolnymi i zdjęciami ze znajomymi.
Internet dla wielu okazał się w ogóle do czegokolwiek przydatny.
Tak małymi kroczkami coraz więcej osób zaczyna korzystać z sieci. Co będzie następnym serwisem po Naszej Klasie w Polsce nie wiadomo. Wiadomo za to co było tym serwisem w USA.
A właściwie jest. Mowa oczywiście o Twitterze. Serwis ten nie ma żadnych cudownych funkcji. Pozwala wysłać status widoczny dla wszystkich. Analogia do statusu jest tu udana, chodzi o status podobny do tego z GG. Podobnie zresztą jak w GG, Twitter ogranicza liczbę znaków w statusie.
Ale to nie wszystkie ograniczenia! Jest też ograniczenie liczby ćwierków do kilku na godzinę. Ale po co?
Twitter daje jasny sygnał dla ludzi – żyjecie wspaniałym, bogatym, pełnym wrażeń życiem, którego nie macie czasu dokumentować. Wie o tym każdy bloger albo osoba pisząca pamiętnik – kiedy dzieje się najwięcej, mamy za mało czasu i sił na pisanie, na refleksję. Ale zawsze znajdziemy chwilę, żeby napisać co aktualnie robimy.
Pierwszy raz użyłem Twittera do wysyłania relacji z konferencji C2C. Uznałem, że może być zabawne dzielić się emocjami podczas trwania konferencji, z komórki. Mieć świadomość, że komuś przyda się taka relacja , albo pozwoli poczuć klimat tego wydarzenia.
Z perspektywy osoby, która pracuje zawodowo przy komputerze to żadna atrakcja. Ale dla kogoś, kto prowadzi normalne życie (choć to wyrażenie może wydawać się mocno pejoratywne) to świetna sprawa. I wiecie co? Te osoby według mnie wnoszą o wiele więcej ciekawej treści do Internetu. Ile można pisać o językach programowania, systemach operacyjnych i gadżetach?
Twitter jest właśnie zachętą dla tych osób. Daje ludziom styl życia, w którym dzielą się wrażeniami, nadal ciesząc się dynamiką codziennego dnia, do której przywykli. W dodatku bez użycia tej wielkiej walizki, która waży 3kg i nie mieści się do plecaka!
I po to właściwie ograniczenia Twittera istnieją. Wyobraźcie sobie jak wyglądał elevator speech Twittera, a jak jakiegoś CRM-a.
W odróżnieniu od rozwiązań B2B gdzie trzeba przekonać klienta, że wszystkie jego potrzeby (o których istnieniu nawet może nie wiedzieć ani on ani nawet my, co zresztą jest sytuacją tragiczną) zostaną spełnione, w rozwiązaniach B2C wydaje się, że chodzi o pokazanie, że potrafimy spełnić jedno marzenie, które uzupełni styl życia użytkownika. To tylko 1/3 możliwości złotej rybki!
Przypomina to trochę catering i budkę z kebabem: w pierwszym wypadku firma dostaje do wyboru broszurę z tysiącami kombinacji potraw, po czym wybiera… to co catering poleci. W przypadku kebaba mamy do wyboru: rollo, burgera i wersję talerzową. Koniec.
Nasza natura sprawia, że nie chcemy ciągle eksperymentować z potrawami i przez 6 dni w tygodniu jeść coś co nam nie będzie smakować. Chcemy znać wszystkie opcje, aby móc się rozkoszować samym smakiem potrawy.
I takim kulinarnym porównaniem zakończę, dziękuję za uwagę.
Dodaj komentarz
Subskrybuj komentarze do tego tekstu
Przygotowałem dla Ciebie wpisy:
WordPress, Pool Theme - Borja Fernandez - mod






